Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 stycznia 2015

O tym ile można sobie włożyć na głowę…



Od kiedy zaczęłam nowy kierunek  dodałam sobie bardzo dużo zajęć. O wolontariacie już wspomniałam z tą zmianą że jestem tam codziennie od 9:30 do 13:00 jedynie w środę jestem tam trochę krócej bo od 9:00 do 10:40 (o godzinie 11:00 mam spotkanie  mojego zboru ,uwielbiam te spotkania :-)  ) W wolontariacie jestem bardzo wykorzystywana . Kilka dni przed świętami kazano mi zrobić 25 małych i 3 duże choinki z papierowej wikliny. Oczywiście musiały być zrobione „na wczoraj” a przecież jeszcze sami seniorzy potrzebowali by im pomoc , bądź chcieli by znaleźć im jakieś zajęcie. Takich historii mam jeszcze kilka . Jednak skłamała bym jeśli bym powiedziała że źle mi tam. Uwielbiam tam chodzić.Dopóty  Kubuś będzie uzyskiwał świadczenie pielęgnacyjne ( nie mogę podjąć zatrudnienia właśnie z tej przyczyny)  będę tam wolontariuszem. I mam nadzieję że kiedyś mnie zatrudnią.
Szkoła, szkołą zawsze wiąże się z wieloma zajęciami. Nauczyłam się już pracować z papierową wikliną, umiem już robić na szydełku i wiem do czego służą druty :-) Już nie długo czeka nas scrapbooking,quling, filcowanie, malowanie,haft zwykły, haft krzyżykowy, decoupage, makrama i wiele wiele innych.Będę się starała pokazywać Wam moje prace na bieżąco.
Z przykrością stwierdzam że nie mam zdjęć moich koszyków ani choinek ani wińców ponieważ wszystkie poszły w świat.  Jedyne co mogę Wam pokazać to serwetka  którą zrobiłam na zaliczenie.Oprócz niej zrobiłam 6 gwiazdek i aniołka. 

 Oczywiście jest jeszcze nie wykrochmalona .... ale to już zadanie mojej babci. Mi zamiast krochmalu zawsze takie gluty wychodzą że aż mi się płakać chce.
 I  właśnie tu dochodzimy do dodania sobie wielu spraw na głowę. Koleżanki z którymi się uczę zorientowały się że mam trochę zdolności manualnych i od razu poprosiły mnie o pomoc i tak
Ania: aniołek+ 4 gwiazdki + serwetka
Paulina : 3 gwiazdki
Dominika: aniołek
Monika ; aniołek + 6 gwiazdek
 I pomimo że z radością pomagam dziewczynom to słowa Moniki mnie bardzo zastanowiły. Powiedziała " ja mam prace i dziecko.... dlatego nie mam czasu" Cały czas myślę o jej wypowiedzi, bo przecież ja też mam dziecko na dodatek młodsze (jej córeczka chodzi do szkoły) i niepełnosprawne. Wolontariat to też moja praca , czasami muszę zabrać ją do domu. W domu przygotowuję np szablony które później wykorzystuję. Nie wiem dlaczego ale już kolejna osoba jest przekonana że ja dam sobie rade, i nie trzeba mi pomagać. Często mnie to boli że ludzie postrzegają mnie jako Zosie samosie. Jednak o tym  opowiem Wam później.

czwartek, 18 września 2014

Pasja, dorobek, praca....?

     W ostatnim czasie moja pasja do rękodzieła przerodziła się w źródło dodatkowego dochodu.  Panie w przedszkolu Kubusia zamawiają u mnie różnego rodzaju zestawy uszyte z filcu bądź polaru.


Oto zestaw śniadaniowy zamówiony przez panią Karolinę. 
    Kiedy pani Dagmara (terapeutka Kubusia ) zobaczyła moje uszytki, jak również po bliższym poznaniu mnie zaczęła mnie namawiać  bym zmieniła zdanie w sprawie wyboru kierunku kształcenia się. Już od dłuższego czasu planowałam rozpoczęcie nauki w szkole wyższej, wybrałam kierunek zgodny z tym który ukończyłam czyli zarządzenie i inżynieria produkcji. Przemyślałam jej propozycję i od 5 września uczęszczam do szkoły policealnej w kierunku terapeuta zajęciowy. Jak na razie bardzo odpowiada mi ten kierunek i nie żałuję tej decyzji. Cóż się dziwić wiele cech które powinien posiadać terapeuta ja również posiadam (cierpliwość, zdolności manualne, zbieractwo, oszczędność) Idąc za ciosem zgłosiłam się na wolontariat w Tczewski Ośrodku Opieki Dziennej prowadzony przez mops dla osób starszych. I tak 3 razy w tygodniu chodzę tam na 3 godzinki , pracuję z osobami starszymi i prowadzę terapię zajęciową, jednak o tym dokładniej napiszę w osobnym poście. Oj jest o czym opowiadać.
    Dlatego trzymajcie za mnie kciuki bym dała rade w szkole i wolontariacie.

Anegdotka z mojego życia
Przyszła  pani Dagmara na terapię do Kubusia, było bardzo gorąco tak ok 30 C 
-Masz może ochotę na cole z lodem właśnie zrobiłam -pytam się jej
- Co Ty potrafisz zrobić sama cole??! 
-Chodziło mi o lód
-Wiesz w Twoim przypadku wszystko jest możliwe

niedziela, 31 sierpnia 2014

Niiedoskonala odbiór?!



Moja kochana Niiedoskonala, jeśli choć czasami zaglądasz na mojego bloga, BŁAGAM daj mi znać co u Ciebie. Napisz do mnie choć krótką wiadomość. Możesz mi nie uwierzyć, ale mam Cię w serduszku i mam nadzieję że wszystko u Ciebie w porządku.

piątek, 29 sierpnia 2014

Czy mężczyźni naprawdę kochają zołzy?



Mam pytanie do wszystkich zajętych pań, mężatek itp. Czy mężczyźni naprawdę lubią wredne kobiety?
 Pewnie zastanawiacie się skąd to pytanie. Wynikło ono z prostej przyczyny, wizyty mojej kumpelki. K o której pisałam już wiele razy,  podczas jej ostatniej gościny opowiadała mi jak flirtuje z klientami (pracuje w handlu). Przez cały czas próbowała udowodnić jak to faceci ją podrywają kiedy ona jest dla nich po prostu bardzo wredna. Ja nie potrafiłam bym powiedzieć do klienta , biznesmena pod krawatem ,”rozluźniamy poślady „ bądź jaki kolwiek tekst w tym stylu.
Nigdy nie flirtuję z mężczyzną jeśli nie jestem nim zainteresowana, a już w szczególności gdy się z  kimś spotykam, a K ma partnera (!). Moi byli partnerzy ( z którymi się nadal przyjaźnię) twierdzą że jestem idealnym materiałem na żonę. Nie wiem czy mają rację.Może wynika to z faktu że mam  zasadę „  traktuj mężczyznę tak jak chciałabyś by inna kobieta traktowała twojego syna” chociaż wiem że niewiele osób ją wyznaje. Dlatego też nie jestem wredna, nigdy nie zdarzyło mi się wyśmiać faceta który poprosił mnie o numer telefonu. Jeśli nie byłam zainteresowana znajomością po prostu mówiłam że już mam mężczyznę swojego życia i na dodatek sama go urodziłam.
Dlatego proszę odpowiedzcie mi czy trzeba być wredotą by znaleźć męża?
Mała anegdotka z mojego życia:
Podczas remontu pomagałam mojemu wujkowi, który jest budowlańcem, szlifowałam ściany i robiłam inne drobne prace. Mój wujek patrzy na mnie i mówi:
- Wiesz Emilka, Ty będziesz naprawdę dobrą żoną, ja to widzę po tym jak ty szlifujesz ściany.


niedziela, 24 sierpnia 2014

Randka w Parku Ruchomych Dinozaurów


     O tym że nie chcę na stałe zostać samotną matką to na pewno wiecie. Bo któż chce być sam resztę życia? Jako że jestem typową domatorką i nie chodzę po lokalach ani dyskotekach postanowiłam założyć konto na portalu randkowym. Zachęcona wymownymi reklamami i opinią innych użytkowniczek wybrałam portal sympatia.pl. Po pewnym czasie odezwał się do mnie J. Samotny (!!) ojciec dwójki dzieci. Już na pierwszej randce dowiedziałam się o tym ze musiał wziąć pod opiekę dzieci bo jego była żona to alkoholiczka która zdradzała go z innymi mężczyznami. Dowiedziałam się również że ma córeczkę Żanetke oraz syna  Filipa w wieku siedmiu i sześciu lat. Na początku byłam owym kandydatem zauroczona, moje miękkie serduszko się odezwało. Bo czy jest coś bardziej wzruszającego jak samotny ojciec?
 Jednak im dalej w las tym dowiadywałam się coraz bardziej podejrzanych rzeczy. Kiedy mieliśmy zapoznać ze sobą nasze dzieci on przyszedł tylko z Żanetą twierdząc że Filip z dziadkami w domu czeka na ich mamę. Następnie tego samego dnia dowiedziałam się że matka porwała małego. Pomimo że zna on adres zamieszkania byłej żony (która ponoć ma ograniczone prawa rodzicielskie) nie pojechał po małego. Złożył jedynie zawiadomienie na policji o porwaniu.  Aby rozweselić Żanetkę brakiem brata w domu postanowił zabrać nas na wycieczkę do Parku Ruchomych Dinozaurów w Malborku. Nie powiem dla Kubusia zabawa była przednia, jednak  ja zauważyłam dziwne zachowanie małej. Pierwszy raz w życiu widziałam tak rozpieszczoną siedmiolatkę. Mała nie liczyła się dosłownie z nikim, dyrygowała J jak jakąś zabawką, mną również rządziła. Najgorsze było to że innych miała głęboko gdzieś każdy miał zachowywać się tak jak ona sobie życzyła. Kiedy J starał się jej postawić wyżywała się na Kubusiu i na mnie robiąc wszystko byśmy się źle poczuli. Wracając do domu miałam przed oczami jak mną dyryguje w przypadku jeśli postanowili byśmy związać się na stałe i zamieszkali  byśmy razem. Widziałam już oczami wyobraźni jak J staje wyłącznie po stronie swoich dzieci mając głęboko gdzieś moją żabkę. Ta randka przeważyła na mojej decyzji o dalszych spotkaniach, a raczej ich braku .
Jednak wszystkim bardzo gorąco polecam owy DinoPark . Jest tam wiele gatunków tych gadów  które się ruszają i wydają dźwięki a nawet plują wodą, dodatkowo karuzela, kino, małe muzeum, małe zoo, oraz plac zabaw na którym można wykopać szkielet dinozaura co więcej można nawet niektóre z dinozaurów ujeżdżać. Jestem pewna że jeszcze raz wybierzemy się tam z Kubusiem tym razem bez rozpieszczonej księżniczki.
film użytkownika youtube  michalkamin

Oto kilka moich zdjęć







Dodam jedynie adres tego miejsca http://www.dinopark.malbork.pl/  ul. Toruńska 61, 82-200 Malbork

wtorek, 19 sierpnia 2014

Jaką chcesz być mamą?



     Dziś podczas wizyty mojej przyjaciółki, wypłynął pomiędzy nami dość nietypowy temat:
 Jak wyobrażam/łam swoje macierzyństwo?
     W moim przypadku wyobrażenia rozbiegły się z rzeczywistością z wiadomych przyczyn. Choć nie do końca jest to prawdą, bo zawsze planowałam wspólne zabawy, szycie dla Kubusia zabawek, kostiumów na bal przebierańców, pieczenie ciasteczek, albo  robienie zabawnych kanapek. A wszystko to robię .Dla mnie na pierwszym miejscu zawsze będzie moje dziecko, praca  i  nauka miały być jedynie miłym dodatkiem.
     Natomiast wyobrażenia mojej przyjaciółki są zgoła inne. Jej opis to mama w ciągłym biegu, z laptopem i smartfonem w ręku. Pracująca, aby było ją stać na nowoczesny wózek ( wiecie taki fotelik i wózek w jednym, by łatwo było go wpakować do samochodu)
     Przez ten opis zrobiło mi się strasznie głupio. Bo ja podniecam się foremkami do wycinania ciastek, zamiast nowym typem smartfonu.
    W geście cichej obrony swojego wzorca powiedziałam
-Słoneczko, ale wiesz trzeba wyjść z dzieckiem np. do piaskownicy ?
-Tak, wiem ale będę brała ze sobą laptopa - wiesz by coś robić.
    Pomimo że jesteśmy równolatkami często czuję się od niej gorsza, mniej fajna i etc. W duchu głęboko modlę się że jednak znajdą się ludzie,którzy docenią moją skromną "kwokowatość" i brak postępu. 
    Muszę się też pochwalić nowymi uszystkami. Zestawem pani doktor, w którego skład wchodzi: ciśnieniomierz,gips,termometr,strzykawkę,plastry na rzep (w małej torebeczce z serduszkiem),stetoskop oraz torbę lekarską


 Zestaw trafił do córeczki jednej z pań przedszkolanek Kubusia (oczywiście Kubuś ma swój własny zestaw)
A oto Kubusia pierwszy "kostium",  przedszkolanki poprosiły by dzieci przyszły ubrane po prostu na zielono, jednak ja nie mogłam się powstrzymać i dodałam coś od siebie :-)


niedziela, 17 sierpnia 2014

Jak się żyje z dzieckiem chorym na autyzm?




   W niedzielę po obiedzie tak jak zwykle mamy w zwyczaju poszliśmy na spacer. Jedyną różnicą zaburzającą naszą rutynę było to że spotkaliśmy moją koleżankę .Chodziłam z nią do klasy w liceum oraz studiowałam (przez pół roku jak wiecie) w GWSH na kierunku pedagogika wychowawczo –opiekuńcza. Po wymianie podstawowych grzeczności spytała mnie:
-Jak się wychowuje dziecko chore na autyzm?
Zdziwiłam się ,bo nikt wcześniej nie zadał mi takiego pytania.  Jedyne co mogłam odpowiedzieć
-Tak jak  „normalne” dziecko.
Po tym rozstałyśmy się i każda poszła w swoją stronę.
     Całą drogę powrotną jednak zastanawiałam się nad swoją odpowiedzią.  Niestety nie wiem jak wychowuje się „normalne” dziecko. No właśnie norma, czym jest norma w stosunku do zachowania dziecka? Przecież Kubuś nie jest nienormalny, jest po prostu inny. Komunikuje się  inny sposób, bawi się inaczej. To go czyni wyjątkowym, a nie nienormalnym dzieckiem.
      Na pewno inaczej wygląda  dzień Kubusia, jak i w innym sposób się z nim porozumiewam. Porozumiewam się z nim za pomocą Makatona, czyli systemu znaków i symboli. Nasz dzień składa się z rytuałów, stałych pór posiłków. Bawię się z nim inaczej, nasze zabawy są odzwierciedleniem terapii behawioralnej. Podpatruję terapeutkę Kubusia i powtarzam jej sposoby. Jednak nie odbiega to od normy.
      Wiedza na temat AUTYZMU w naszym społeczeństwie jest naprawdę niewielka. Jednak cóż się dziwić, ja sama nie znałam tak dobrze tej choroby. Dopiero teraz wiem że nie koniecznie autysta musi być spokojny i wyciszony. W przypadku Kubusia jest wręcz odwrotnie jest bardzo pobudliwy wręcz nadpobudliwy. Lubi dotyk czasami nawet za bardzo, mógł by przytulać się non-stop i to bez znaczenia z kim.
       Natomiast jeśli chodzi o jego postępy jest coraz lepiej. Potrafi już się przedstawić i powiedzieć ile ma lat. Z małą pomocą rozpoznaje zwierzęta, kolory  i liczy do 5. Powoli, powoli (w pewnym procencie) zdołamy wyrwać go chorobie. 

wtorek, 12 sierpnia 2014

Paluszek i główka to szkolna wymówka

           Z aktualności związanych z moją "praca" jako adwokatka złożyłam w styczniu podanie o podwyższenie alimentów ku mojemu zdziwieniu sprawa została wyznaczona na 22 marca, czyli bardzo szybko. Pełna nadziei i determinacji zjawiłam się w sądzie z górą dokumentów. Nie wiem dlaczego ale kolejne rozprawy są dla mnie coraz trudniejsze zamiast coraz łatwiejsze. Czekałam i czekałam a Mirek się nie zjawił. Wszyłam z gmachu sądu wściekła jak osa, jedno było dobre kolejna rozprawa miała się odbyć już 25 maja.
           Dwudziestego piątego maja przybyłam do sądu ponownie z jeszcze większym  stosem dokumentów, tym razem Mirek się zjawił. Cóż z tego skoro był pijany! Sędzina wyczuła alkohol, wezwała policję po przebadaniu go trzeba było spisać protokół, otrzymał grzywnę i rozprawa nie mogła się zakończyć. Po wyjściu z sądu powiedziałam mu by na następną rozprawę, która miała się  odbyć 25 czerwca przyszedł  trzeźwy on na to odparł że na kary go stać więc nie mam się wpie****** .
            W wyznaczonym dniu zjawiłam się w sądzie, czekałam i czekałam jednak Mirek znowu nie przyszedł. Kiedy weszłam na salę sędzina poinformowała mnie że rano zadzwonił do sądu , i stwierdził że ma złamany palec, ma zwolnienie, przez co  nie może stawić sie na rozprawie. Z łzami w oczach przeprosiłam za jego zachowanie. Do końca życie nie zapomnę miny sędziny, w jej oczach było widać współczucie. Kolejny termin rozprawy mam wyznaczony na 25 września dlatego trzymajcie kciuki by tym razem wszystko poszło gładko.


Is Anybody Out There?


         Od razu zapowiadam że będę smęcić. W ostatnim czasie zaglądam na bloga i martwię się czy w ogóle ktoś czyta moje wypociny? Nikt nie komentuje moich postów dlatego tak rzadko piszę. Dlatego bardzo proszę jeśli ktoś tu zagląda błagam zostaw swój ślad bym nie straciła nadziei że nie jestem sama. 
      Prawdą jest że powoli tracę nadzieję. Jest to spowodowane skromnymi kontaktami z innymi ludźmi. Wachlarz osób z którymi się spotykam jest naprawdę niewielki, od wakacji zmniejszył się jeszcze bardziej. Dlatego usilnie próbuje  znaleźć towarzystwo. Staram się znaleźć ją w każdym możliwym miejscu na placach zabaw i nie tylko. Jednak na naszym placu zabaw jesteśmy niemile widziani, jak tylko się zbliżamy wszystkie inne mamy albo uciekają, albo zbijają się w „klitki” do których nie ma jak się wbić. Dlatego proszę Was odezwijcie się czasem do mnie, wasze komentarze napełniają moje serce nadzieją.

 

piątek, 28 lutego 2014

Świat cukru bez cukru czyli o nowej diecie Kubusia

W dzisiejszym świecie cukier znajduje się wszędzie poczynając od cukierków kończąc na ketchupie.
Tak jak wspomniałam Wam wcześniej od pewnego czasu stosuję dietę bez cukrów złożonych i bez chemii. Jest to zadanie dość trudne, bo jak można odmówić dziecku małego lizaczka, albo jednego pączka w Tłusty Czwartek. Z mojej kuchni wyrzuciłam cały cukier i zastąpiłam go miodem. Herbatę,owsiankę dosłownie wszystko słodzę miodem w wyjątkowych przypadkach stosuję stewie ( jednak jeszcze słabo znam ten produkt dlatego robię to rzadko). Wraz z całą rodzinką zaprzęgaliśmy swoje umysły by wymyślić potrawy które mogły by zastąpić niezdrowe przekąski . Moja mama robi miodowe ciasteczka jak wyciągnę od niej przepis na pewno go tu opublikuję. Natomiast ja znalazłam przepis na płatki śniadaniowe:

Przepis :

3/4 szkl. mąki  razowej
1 łyżka kakao (ja zastąpiłam ją łyżką  karobu- smakuje jak słodkie kakao ale jest zdrowsze)
1 łyżka jogurtu naturalnego
1 białko
1 łyżka miodu

Wszystkie składnika zagniatam w gładką masę, potem dzielę masę na części wałkuję w wałeczki i kroję na małe kawałki (oczywiście można kulać kuleczki,ale dla mnie zajmuje to zbyt dużo czasu). Piekę przez 15 minut w piekarniku.
                                                                            zdjęcie

....jako słodką przekąskę robię batoniki musli

Przepis :

1 puszka mleka skondensowanego
1 łyżka miodu
2,5 szkl. musli
1 szkl. bakali (słonecznika,migdałów,pestek dyni,rodzynki,suszoną żurawinę)

Mleko+ miód podgrzewam w garnuszku do roztopienia miodu. Bakalie kroję i mieszam z musli dodaje mleko, mieszam by mleko otoczyło musli. Potem wykładam na blachę wyłożoną papierem. Piekę przez 20minut

 Jeśli mamy ochotę na coś słonego robię chipsy chlebowe (po prostu ucinam skórkę chleba przyprawiam, wałkuję, kroję na kawałki i zapiekam w opiekaczu) Są chrupiące i słone, a według mnie to najważniejsze.
Oczywiście nie jest to idealne rozwiązane, jednak na tą chwilę innego nie znalazłam.
Jestem otwarta na Wasze pomysły i podpowiedzi.
W kwestii soków  przerzuciliśmy się na własnej produkcji  kompoty słodzone stawią, natomiast zamiast herbaty piję z Kubusiem sok z cytryny z odrobiną miodu. W Tłusty Czwartek natomiast moja babcia zrobiła nam pampuchy czyli pączki na parze z bananem. 

                                                               zdjęcie i dobry przepis

Jak na razie dajemy radę choć Kubuś często szuka słodyczy. Wszystko co jest choć odrobinę słodkie pochłania w mgnieniu oka. Również przeszukuję torebki, moją i innych domowników w poszukiwaniu cukierków, jednak mam nadzieję że już niedługo się to ustabilizuje. Martwi mnie jedynie kwestia posiłków w przedszkolu tam niestety nie będę miała kontroli nad tym co mu dają, ale pożyjemy zobaczymy mam nadzieję że nie będzie tak źle.

środa, 19 lutego 2014

Przepraszam za taką długą przerwę



Powód mojej długiej nieobecności jest bardzo prosty wiele się teraz w moim życiu  dzieje.
Po pierwsze
Jeśli chodzi o Kubusia po licznych wizytach u lekarza definitywnie zdiagnozowano u niego AUTYZM ATYPOWY. Na początku myślałam że to koniec, byłam załamana. Dopiero po przeczytaniu wielu książek, artykułów wiem że to nie jest aż tak źle. Dzięki odpowiedniej terapii i diecie można zminimalizować skutki tej choroby. Aktualnie jesteśmy w trakcie zmiany sposobu żywienia . Wyklinowałam z diety Kubusia (również swojej) całej chemii i cukrów złożonych . Dzięki temu widzę już dużą zmianę w zachowaniu mojej małej żabki. Jest mniej agresywny, powoli więcej mówi.
Dodatkowo od 17 lutego Kubuś widuje się z terapeutką, cztery razy w tygodniu .
Również  dopiekłam sprawy związanej z orzeczeniem o niepełnosprawności. Kubuś uzyskał  pierwszą grupę, dzięki czemu otrzymałam świadczenie pielęgnacyjne na razie na rok. Przez co  w tym czasie nie muszę się martwić o środki do życia. Kolejną kwestią jest to że udało mi się załatwić kształcenie specjalne w Tczewskim przedszkolu specjalnym. Od 3 marca moja żabka wreszcie pójdzie do przedszkola. Nawet nie wiecie jak się cieszę z tego faktu.
Od 9:00 do 14:00 będę maiła chwilę odpoczynku przez co zregeneruję siły do dalszej walki.
Po drugie
Mam wrażenie że ciąży nade mną  klątwa pierwszych świąt. Chodzi o to że rozstałam się z M.
Po siedmiu latach związku wiem że nie jest on odpowiednim partnerem dla mnie i ludzie (szczególnie mężczyźni) się nie zmieniają. Po tym jak M znalazł pracę w ogóle mi nie pomagał w domu, po pracy wracał do domu, siadał przed komputerem i grał w durne gry. Nie bawił się w ogóle z Kubusiem, kiedy prosiłam go by się nim zajął nie zwracał na niego uwagi, przez co Kubuś bardziej porysował ściany. Różne rzeczy wymagające naprawy omijał szerokim łukiem, ciągle również szukał wymówki by ich nie naprawiać. Moja złość coraz bardziej rosła, bo poco mi takie „kalesony”. Bo facetem nie mogę go nazwać. Dopiero przed świętami przegiął pałę, zostawił mnie samą i chorą , i pojechał do domu do mamusi. W  tym roku sama robiłam wszystko, dla całej 6  osobowej rodziny. Przecież nie tylko robiłam potrawy na wigilijną kolację ale również  po trochę by każdy z członków rodziny mógł zabrać ze sobą do domu. Tylko dzięki odpowiedniemu planowaniu i organizacji wszystko poszło według planu i nie umarłam.
M zdecydował się wrócić dopiero 29 grudnia i uparł się że pojedziemy na cudownego sylwestra z Polsatem. Nie dość że wrócił po kilku głębszych to jeszcze nie interesowało go to że nie mamy kasy, ani gdzie się zatrzymać a ja na dodatek byłam chora. Tego było już za wiele, tego samego dnia go spakowałam i wyrzuciłam z domu. Od tego czasu się nie kontaktujemy.
Teraz niestety mam większe wymagania wobec partnera, a M ich nie spełniał.
Po trzecie
Od września kontynuuję naukę, tym razem w szkole wyższej. Z początku planowałam pójść na filologię japońską, jednak z powodu odległości uczelni muszę zrezygnować. Bardzo żałuję bo był by to wymarzony kierunek dla mnie. Po przesłaniu ksero mojego świadectwa itd. otrzymałam informację że dostała bym się nawet na dzienne jednak niestety na tą chwilę spasuję. Pomyślę o tym za kilka lat, bo na pewno nie rezygnuję całkowicie. Aktualnie znalazłam uczelnię wyższą w Tczewie. Kierunek który wybrałam  Zarządzanie i inżynieria produkcji specjalizacja Bezpieczeństwo i Higiena pracy. Oczywiście wiecie jak to działa.
Podsumowując ten niesamowicie długi wywód jest szansa na trochę lepsze życie w najbliższym czasie, chociaż nie chcę zapeszyć bo za rogu może „wyskoczyć przeciwnik którego tak łatwo nie pokonam” 

                                                                          zdj.
                 

poniedziałek, 4 listopada 2013

O tym co było kiedy mnie nie było….



…...Oj dużo się wydarzyło w ostatnim czasie,  chociaż niektóre sprawy pozostały bez zmian np. to że nadal jestem bezrobotna, także nadal użeram się z lekarzami, mopsem i pracodawcusoszustus.
 …..Jednak zacznijmy od początku…. Byłam z Kubusiem na badaniach słuchu i u laryngologa. W tej kwestii wszystko w porządku. Również co zapewne Was ucieszy pod koniec czerwca pożegnaliśmy się z pieluszkami, dziś Kubuś siusia sam do toalety, co prawda to „grubsze” jeszcze trafia do nocniczka jednak dla mnie jest to niesamowity progres. Także reasumując wizyta u urologa była zbędna.
 ……Kolejną kwestią była wizyta u psychiatry, jako pierwszą wizytę mieliśmy umówioną w Ośrodku Zdrowia Psychicznego Dzieci i Młodzieży w Gdańsku ( Nowym Port ul. Oliwska ) Tam pani psychiatra stwierdziła że ona nie może wydać opinii czy Kubuś jest dzieckiem autystycznym czy nie, bo jedynie ośrodek specjalistyczny ma takie uprawnienia.. Na szczęście mam taki głupi charakter że i tam się zarejestrowałam, wiecie tak w razie czego. Więc czwartego października byłam  z Kubusiem na kolejnej wizycie u psychiatry tym razem w Poradni dla Osób z Autyzmem Gdańsku (ul. Chopina 44 ). Jednak i tam nadal nie uzyskałam odpowiedzi na nurtujące mnie pytanie. Pani psychiatra stwierdziła jedynie że Kubuś powinien iść do przedszkola i umówiła nas na kolejną wizytę. Oczywiście poprosiłam ją by wystawiła mi zaświadczenie które będę mogła przedstawić w mopsie, ponieważ wcześniej odmawiali przyjęcia go do przedszkola. Z tym zaświadczeniem poszłam do mopsu ,po miesiącu błagania i płakania zgodzili się przyjąć go do przedszkola, pod warunkiem że najpierw postaram się o przydzielenie Kubusia do przedszkola specjalnego. W przedszkolu specjalnym pani dyrektor (złota kobieta, po prostu anioł) zgodziła się go przyjąć jeśli ośrodek Pedagogiczno –Psychologiczny wyda mi orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego. W/w ośrodku nie zgodzili się na wydanie tego orzeczenia, dopóki Poradnia dla Osób z Autyzmem nie zakończy diagnozowania., jedno jest dobre że pani dyrektor zarezerwowała dla nas miejsce. Kiedy powiadomiłam mops o zaistniałej sytuacji zgodzili się na to by Kubuś poszedł do przedszkola.
…..Dziś nastał ten piękny dzień i rano o ósmej, wraz z Kubusiem byliśmy w budynku przedszkola  przy ul. Kopernika 9. Pani przedszkolanka poinformowała mnie że skoro moja „żabka” jest diagnozowana pod kontem autyzmu i to jego pierwszy dzień mam go odebrać o godzinie 10.00. Kubuś kiedy wychodziłam był grzeczny bawił się z innymi dziećmi, nawet nie zauważył jak uciekłam. O wyznaczonej godzinie zjawiłam się po niego, pani przedszkolanka w drzwiach mnie poinformowała że go już tu nie chcą bo nie słucha i nie stosuje się do zasad panujących w przedszkolu, a jak się mu czegoś zakazuje to się denerwuje a wręcz staje się agresywny ( z tego co ja wiem po prostu kładzie się na podłodze, ale cóż skoro dla nich jest to agresja)  Wściekła wyszłam z przedszkola klnąc w duchu  na panie przedszkolanki, bo przecież jak tak można potraktować dziecko. Jednak cóż się dziwić skoro panie przedszkolanki wolą siedzieć na fejsie nie zajmując się dziećmi (ponad to w grupie naliczyłam ok. 30 dzieci na 2 przedszkolanki) Wściekła w domu utopiłam swoje smutki w nutelli , ale teraz już otarłam łezki i szukam informacji w jakich przypadkach oprócz autyzmu przydzielają przedszkole specjalne.W końcu muszę walczyć o lepsze jutro dla mojego synka.
…..Natomiast kolejną sprawą i nowością w moim życiu jest to że zdecydowaliśmy się z M zamieszkać razem. I tak od pierwszego sierpnia mieszkamy razem. Na początku września M dostał prace, więc finansowo jest lepiej. Powoli też przyzwyczajam się do dużego mężczyzny kręcącego się po moim mieszkanku, staram się nie wybuchać na widok podniesionej deski toaletowej lub brudnych skarpetek czy gaci które w swoim locie nie trafiły do kosza z praniem. Cały czas oboje uczymy się funkcjonować razem, w końcu tyle lat związku na odległość daje o sobie znać .

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Bo biegu, gotowi...START

05.06 godz.11:00 Logopeda 

 Podejrzenie o pewnym stopniu głuchoty, z powodu złego zachowania zalecana wizyta u psychologa oraz specjalistyczne badanie słuchu Bera. Dodatkowo lista zaleceń do stosowania od razu

10.06 godz. 8:00 Psycholog

 Stwierdzenie rozwoju dziecka na poziomie 2 latka, podejrzenie pewnych zachowań autystycznych. Zalecenie dla Kubusia wizyta w specjalistycznej Poradni dla Osób z Autyzmem u lekarza psychiatry. Dodatkowo skierowanie do dermatologa na badanie alergologiczne i urologa w celu wykluczenia wady ustroju  moczowego
Zalecenie dla mamy warsztaty szkoleniowe związane z wychowaniem dziecka, badanie słuch w celu sprawdzenia jego stanu  oraz praca nad wymową i tonem głosu.

Dodatkowo zalecana wizyta w Ośrodku Rehabilitacji Dziennej dla dzieci z zaburzeniami wieku rozwojowego celu ustalenia dalszych zaleceń i możliwości umieszczenia Kubusia w specjalistycznym przedszkolu.

Reasumując stoimy na starcie a czeka nas bardzo długi maraton w bieganiu po lekarzach i oczekiwaniu na wyniki badań. Okazuje się że to co mnie wcześniej spotkało to jedynie "kapuśniaczek" . Moja rodzina pomimo że mnie wspierają uważa mnie za winną tego jaki Kubuś jest. Stwierdzenie dnia: "Naważyłaś sobie piwa więc je teraz pij!"


niedziela, 12 maja 2013

Jak Ty sobie radzisz.....? Czyli odpowiedz na komentarz Niiedoskonalej.

Pod ostatnim postem Niiedoskonala zadała mi pytanie:

".... Jak Ty sobie radzisz z dzieckiem, egzaminami, życiem? Ja jestem w ciąży, początek, ale kompletnie się nie cieszę, nie czuję tego. Czy Ty od początku się cieszyłaś, wiedziałaś że sobie poradzisz...."

Długo myślałam jak odpowiedzieć Ci na te pytania. Nie jestem typem osoby która z uśmiechem na twarzy mówi: "Słoneczko będzie dobrze , dasz radę". Mam bardzo trudny charakter jestem z tych co walą z "liścia " w twarz i mówią "Weź się w garść". Dlatego dowiesz się ode mnie tylko prawdy...


"....Czy Ty od początku się cieszyłaś..."

Na samym początku tak cieszyłam się, po raz pierwszy w moim życiu myślałam że jestem szczęśliwa. Miałam dobrego partnera, mieszkanie i pracę. Na dodatek miałam urodzić dziecko....Jednak szybko przekonałam się jak bardzo sie myliłam. Od 15 tygodnia ciąży mój "dobry " partner zaczął mnie zostawiać samą w domu, podnosić na mnie  głos, okradać. Bardzo cierpiałam w tym czasie, często trafiałam do szpitala. W pewnym momencie już nie głaskałam brzuszka,po prostu starałam się przetrwać kolejny dzień. Był to dla mnie wielki stres . W 34 tygodniu z głupoty przyznał się że ma kochankę, jak później odkryłam miał dwie.Wyrzuciłam go z domu po wielkiej awanturze. Mirek ( bo tak ma na imię) potem włamał się na działkę mojego ojczyma i tam mieszkał aż do momentu kiedy się o tym dowiedziałam i sama go z stamtąd nie wyrzuciłam.

Urodziłam Kubusia w 37 tygodniu był naprawdę słaby i malutki  miał zaledwie 2,7 i 53 cm. Z tego też powodu przeleżałam w szpitalu 8 a nie 3 dni.

 "....wiedziałaś że sobie poradzisz..."

Zanim nie podano mi Kubusia nigdy nie miałam niemowlęcia na rękach. Zawsze uważałam i nadal uważam że jestem zbyt wielka aby nosić taką małą istotkę. Nie wiedziałam nic o dzieciach (jestem jedynaczką) Nie wiedziałam czy sobie poradzę. Dlatego przeczytałam sporo książek i obejrzałam wiele filmów instruktażowych by mieć choć wiedzę teoretyczną. Kiedy wróciłam z Kubusiem ze szpitala byłam całkowicie pozostawiona sama sobie. Moja mama i babcia choć mieszkają w tej samej miejscowości to w bardzo oddalonych jej częściach więc nie miałam pomocy na zawołanie. Pomimo wątpliwości i strachu które mi towarzyszyły musiałam sobie dać radę. Sama go kąpałam, sama do niego w nocy wstawałam itd. 

".... Jak Ty sobie radzisz z dzieckiem, egzaminami, życiem?..."

Jak sobie radzę wydaje mi się że źle. Cała moja rodzina uważa że jestem beznadziejną matką. Kwestionują moje zdanie, kiedy ja czegoś zabraniam Kubuś biegnie do prababci która mu ustępuje. Uważają że jestem dla niego nie czuła, myślą tak bo kiedy się przewróci  nie użalam się nad nim tylko mówię: Wstań nic Ci się nie stało. Każde spotkanie rodzinne zaczyna się od tematu: "Dlaczego Kubuś nie mówi?" " Może Kubuś ma autyzm" i tak w kółko.Trudno mi więc ocenić czy sobie radzę.
Natomiast jeśli chodzi o egzaminy i naukę, wiedza sama mi wchodzi do głowy już tak mam. Tak naprawdę gdybym miała taką szansę uczyła bym się do śmierci. Teraz muszę się jedynie zadowolić darmowymi kursami internetowymi.
A z życiem? Od 3 lat jestem bezrobotna , ledwo wiąże koniec z końcem, moja lodówka jest wiecznie pusta, często muszę sobie odmawiać podstawowych rzeczy. Już nie pamiętam kiedy kupiłam sobie nowy ciuch, kosmetyki zużywam po mojej mamie.
Abstrahując od tych spraw,żyję z ciągłym bólem muszę uważać na każdy krok, nawet ziewanie przy złym nienaprężeniu mięśni powoduje ból. Nie dźwigam, itd byle by nie trafić do szpitala bo kto wtedy zajął by się Kubą?

Mam nadzieję że moje odpowiedzi chociaż w minimalnym stopniu zaspokoiły Twoją ciekawość. Na koniec chcę Ci jedno powiedzieć: Weź się k**** w garść! Masz rodzinę, przyjaciół i pracę czego chcieć więcej? Dlatego nie opuszczaj gardy i walcz!"


poniedziałek, 15 kwietnia 2013

O tym jak baptystka poszła ze święconką.

Już dawno nie pisałam dlatego że spadło na moją głowę wiele problemów, ale po kolei. Wyjaśnię skąd taki tytuł. Nigdy o tym nie pisałam na blogu, ale prawie cała moja rodzina ze mną włącznie jest innego wyznania. Nie wdając się w szczegóły wyjaśnię tylko że nigdy nie szłam ze święconką.
W tym roku udało mi się namówić M by przyjechał do mnie na święta, (M jest katolikiem) Nie chciałam kolejnych świąt Wielkanocnych spędzać samotnie. M miał przyjechać w piątek późnym wieczorem, co wiązało się z tym że musiałam koszyczek ze święconką przygotować sama.
Wiedziałam co nieco co powinno się znaleźć w naszym koszyczku -kiełbaska, chleb, jajko, babka, chrzan i baranek o tym wiedziałam na 100%. Jednak jaka to ma być kiełbaska , ile tego chleba włożyć, jajka powinny być ugotowane ale czy mogą być pomalowane, chrzan starty czy w kawałku? Pytania piętrzyły się przede mną . M nie będąc świadom mojej niewiedzy na początku powiedział że do koszyczka ma trafić to co się podaje na stół. Wszystko co podajemy ma trafić do koszyka? Na pewno? Zastanawiałam się drapiąc się pytająco po czuprynie. Cóż  innego mogłam zrobić po prostu  pytałam się sprzedawczyń które patrzyły na mnie jak na wariatkę. Bo stara, wielka baba a nie wiec co do koszyczka włożyć, a i każda mówiła co innego. Jedna powiedziała mi że powinnam włożyć ocet .Ocet ?? Jednak nic mnie nie zraziło, byłam taka szczęśliwa że M przyjeżdża i że idziemy do kościoła razem.  Jarałam się całą sytuacją jak dziecko. W sobotę cała nasza rodzinka poszła do kościoła. . M zachowywał się wspaniale z cierpliwością tłumaczył mi co, kiedy i jak. Spodziewałam się nabożeństwa itd. a tu  zoonk trwało to zaledwie 10 minut. Ksiądz kazał podnieść koszyki do góry i pokropił nas i koszyk wodą i powiedział że mamy wyjść tylnim wyjściem. I to tyle nawet M był w szoku że tak krótko. Na nabożeństwie się zawiodłam, ale nie na całych świętach spędziliśmy je bardzo miło i rodzinnie pomimo śniegu na zewnątrz .

sobota, 9 marca 2013

Magiczna różdżka nie zadziałała

Myślałam że jak dostanę dyplom moje życie się zmieni. Znajdę pracę i dzięki temu osiągnę transgeniczną jedność ze wszechświatem czyli po prostu osiągnę zasrany spokój.  Jeden z wykładowców obiecał mi że jeżeli zdam egzamin (a miałam najwyższy wynik ze wszystkich osób które zdały- było ich zaledwie 11 na 30), zadeklaruje że mnie zatrudni po ukończeniu kursu na inspektora ppoż który zostanie mi przydzielony z pup jeśli znajdę pracodawce który mnie zatrudni minimum na 3 miesiące po ukończeniu kursu . Wiem to bardzo zawiłe ale prościej wyjaśnić się niestety nie da. Jednak nie dotrzymał słowa, wręcz mnie oskubał. Pożyczyłam mu swoje ulotki i materiały które zdobyłam . Do tej pory ich nie odzyskałam.
Natomiast inni pracodawcy nie odpowiadają na moją kandydaturę.
Kubuś śpi w swoim łóżeczko, mówi trochę więcej ale strasznie broi. Zaczął bić także obcych, ostatnio nawet gryzie. Wczoraj moja sąsiadka wpadła do mnie na kawę, wtedy Kubuś rzucił się na nią zaczął ją gryźć, bić i rzucał w nią zabawkami. Broniłam jej, zwracałam mu uwagę ale nie chciał słuchać wręcz to go bardziej motywowało do działania. Poskutkowało to tym że sąsiadka dosłownie uciekła. Zrobiło mi się bardzo przykro. Nie dość wstyd mi wychodzić gdzieś z nim bo strasznie broi, to teraz nikt już nawet mnie odwiedzić nie może. Przez to wszystko staję się coraz większym odludkiem. Każdy dzień staje się coraz większą i coraz cięższą walką nie tylko o zapłacenie rachunków, czy kupienie jedzenia ale teraz to dla mnie walka o utrzymanie zdrowia psychicznego.

czwartek, 28 lutego 2013

Zdłam! Zdałam!

Powiem jedno zdałam egzamin zawodowy z części praktycznej na 94%!!!
ZDAŁAM! ZDAŁAM!
Teraz naprawdę mogę o sobie mówić że jestem technikiem bhp!

wtorek, 26 lutego 2013

Nigdy....

Wczoraj moja koleżanka udostępniła na facebooku taki oto obrazek
Czytając to zrobiło mi się tak cieplutko na serduszku, poczułam również natchnienie i stworzyłam to:

Ach ileż prawdy jest w oby tych sentencjach...

wtorek, 12 lutego 2013

Bo gorsze od pracy jest jedynie szukanie pracy

Ile w tym zdaniu jest prawdy! Dziś o godzinie 11.21 zadzwoniła do mnie Pani z Pupu z informacją że są przydzielają prace interwencyjne. Polega to na tej zasadzie że pracodawca dostaje dofinansowanie do pensji pracownika itd., są one przyznawane nielicznym osobą, najczęściej długotrwale bezrobotnym. Ja do tej grupy się zaliczam, w końcu szukam pracy od 3 lat. Kontynuując o 11.21 dostałam informacje że są,pamiętając o wpadce 2 lata temu. Ubrałam siebie, Kubę i biegiem pobiegliśmy na przystanek. Wpadłam jak szalona z Kubą do Pupu z pytaniem czy zdążyłam (była 12.00) na szczęście tak.
Jednak po kontakcie z pracodawcą okazało się że to nie koniec, bo w końcu pracownik jest jak towar i to pracodawca może przebierać jak ulęgałkach. Na rozmowie starałam się być jak najmilsza, zresztą tak jak zwykle, ale muszę poczekać na wynik rozmowy do jutra. Pewnie nie mam szans, widocznie jestem naprawdę beznadziejna skoro nawet do głupich prac interwencyjnych się nie nadaję.