Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kubulkowe przeboje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kubulkowe przeboje. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 sierpnia 2014

Randka w Parku Ruchomych Dinozaurów


     O tym że nie chcę na stałe zostać samotną matką to na pewno wiecie. Bo któż chce być sam resztę życia? Jako że jestem typową domatorką i nie chodzę po lokalach ani dyskotekach postanowiłam założyć konto na portalu randkowym. Zachęcona wymownymi reklamami i opinią innych użytkowniczek wybrałam portal sympatia.pl. Po pewnym czasie odezwał się do mnie J. Samotny (!!) ojciec dwójki dzieci. Już na pierwszej randce dowiedziałam się o tym ze musiał wziąć pod opiekę dzieci bo jego była żona to alkoholiczka która zdradzała go z innymi mężczyznami. Dowiedziałam się również że ma córeczkę Żanetke oraz syna  Filipa w wieku siedmiu i sześciu lat. Na początku byłam owym kandydatem zauroczona, moje miękkie serduszko się odezwało. Bo czy jest coś bardziej wzruszającego jak samotny ojciec?
 Jednak im dalej w las tym dowiadywałam się coraz bardziej podejrzanych rzeczy. Kiedy mieliśmy zapoznać ze sobą nasze dzieci on przyszedł tylko z Żanetą twierdząc że Filip z dziadkami w domu czeka na ich mamę. Następnie tego samego dnia dowiedziałam się że matka porwała małego. Pomimo że zna on adres zamieszkania byłej żony (która ponoć ma ograniczone prawa rodzicielskie) nie pojechał po małego. Złożył jedynie zawiadomienie na policji o porwaniu.  Aby rozweselić Żanetkę brakiem brata w domu postanowił zabrać nas na wycieczkę do Parku Ruchomych Dinozaurów w Malborku. Nie powiem dla Kubusia zabawa była przednia, jednak  ja zauważyłam dziwne zachowanie małej. Pierwszy raz w życiu widziałam tak rozpieszczoną siedmiolatkę. Mała nie liczyła się dosłownie z nikim, dyrygowała J jak jakąś zabawką, mną również rządziła. Najgorsze było to że innych miała głęboko gdzieś każdy miał zachowywać się tak jak ona sobie życzyła. Kiedy J starał się jej postawić wyżywała się na Kubusiu i na mnie robiąc wszystko byśmy się źle poczuli. Wracając do domu miałam przed oczami jak mną dyryguje w przypadku jeśli postanowili byśmy związać się na stałe i zamieszkali  byśmy razem. Widziałam już oczami wyobraźni jak J staje wyłącznie po stronie swoich dzieci mając głęboko gdzieś moją żabkę. Ta randka przeważyła na mojej decyzji o dalszych spotkaniach, a raczej ich braku .
Jednak wszystkim bardzo gorąco polecam owy DinoPark . Jest tam wiele gatunków tych gadów  które się ruszają i wydają dźwięki a nawet plują wodą, dodatkowo karuzela, kino, małe muzeum, małe zoo, oraz plac zabaw na którym można wykopać szkielet dinozaura co więcej można nawet niektóre z dinozaurów ujeżdżać. Jestem pewna że jeszcze raz wybierzemy się tam z Kubusiem tym razem bez rozpieszczonej księżniczki.
film użytkownika youtube  michalkamin

Oto kilka moich zdjęć







Dodam jedynie adres tego miejsca http://www.dinopark.malbork.pl/  ul. Toruńska 61, 82-200 Malbork

niedziela, 17 sierpnia 2014

Jak się żyje z dzieckiem chorym na autyzm?




   W niedzielę po obiedzie tak jak zwykle mamy w zwyczaju poszliśmy na spacer. Jedyną różnicą zaburzającą naszą rutynę było to że spotkaliśmy moją koleżankę .Chodziłam z nią do klasy w liceum oraz studiowałam (przez pół roku jak wiecie) w GWSH na kierunku pedagogika wychowawczo –opiekuńcza. Po wymianie podstawowych grzeczności spytała mnie:
-Jak się wychowuje dziecko chore na autyzm?
Zdziwiłam się ,bo nikt wcześniej nie zadał mi takiego pytania.  Jedyne co mogłam odpowiedzieć
-Tak jak  „normalne” dziecko.
Po tym rozstałyśmy się i każda poszła w swoją stronę.
     Całą drogę powrotną jednak zastanawiałam się nad swoją odpowiedzią.  Niestety nie wiem jak wychowuje się „normalne” dziecko. No właśnie norma, czym jest norma w stosunku do zachowania dziecka? Przecież Kubuś nie jest nienormalny, jest po prostu inny. Komunikuje się  inny sposób, bawi się inaczej. To go czyni wyjątkowym, a nie nienormalnym dzieckiem.
      Na pewno inaczej wygląda  dzień Kubusia, jak i w innym sposób się z nim porozumiewam. Porozumiewam się z nim za pomocą Makatona, czyli systemu znaków i symboli. Nasz dzień składa się z rytuałów, stałych pór posiłków. Bawię się z nim inaczej, nasze zabawy są odzwierciedleniem terapii behawioralnej. Podpatruję terapeutkę Kubusia i powtarzam jej sposoby. Jednak nie odbiega to od normy.
      Wiedza na temat AUTYZMU w naszym społeczeństwie jest naprawdę niewielka. Jednak cóż się dziwić, ja sama nie znałam tak dobrze tej choroby. Dopiero teraz wiem że nie koniecznie autysta musi być spokojny i wyciszony. W przypadku Kubusia jest wręcz odwrotnie jest bardzo pobudliwy wręcz nadpobudliwy. Lubi dotyk czasami nawet za bardzo, mógł by przytulać się non-stop i to bez znaczenia z kim.
       Natomiast jeśli chodzi o jego postępy jest coraz lepiej. Potrafi już się przedstawić i powiedzieć ile ma lat. Z małą pomocą rozpoznaje zwierzęta, kolory  i liczy do 5. Powoli, powoli (w pewnym procencie) zdołamy wyrwać go chorobie. 

wtorek, 12 sierpnia 2014

Is Anybody Out There?


         Od razu zapowiadam że będę smęcić. W ostatnim czasie zaglądam na bloga i martwię się czy w ogóle ktoś czyta moje wypociny? Nikt nie komentuje moich postów dlatego tak rzadko piszę. Dlatego bardzo proszę jeśli ktoś tu zagląda błagam zostaw swój ślad bym nie straciła nadziei że nie jestem sama. 
      Prawdą jest że powoli tracę nadzieję. Jest to spowodowane skromnymi kontaktami z innymi ludźmi. Wachlarz osób z którymi się spotykam jest naprawdę niewielki, od wakacji zmniejszył się jeszcze bardziej. Dlatego usilnie próbuje  znaleźć towarzystwo. Staram się znaleźć ją w każdym możliwym miejscu na placach zabaw i nie tylko. Jednak na naszym placu zabaw jesteśmy niemile widziani, jak tylko się zbliżamy wszystkie inne mamy albo uciekają, albo zbijają się w „klitki” do których nie ma jak się wbić. Dlatego proszę Was odezwijcie się czasem do mnie, wasze komentarze napełniają moje serce nadzieją.

 

piątek, 28 lutego 2014

Świat cukru bez cukru czyli o nowej diecie Kubusia

W dzisiejszym świecie cukier znajduje się wszędzie poczynając od cukierków kończąc na ketchupie.
Tak jak wspomniałam Wam wcześniej od pewnego czasu stosuję dietę bez cukrów złożonych i bez chemii. Jest to zadanie dość trudne, bo jak można odmówić dziecku małego lizaczka, albo jednego pączka w Tłusty Czwartek. Z mojej kuchni wyrzuciłam cały cukier i zastąpiłam go miodem. Herbatę,owsiankę dosłownie wszystko słodzę miodem w wyjątkowych przypadkach stosuję stewie ( jednak jeszcze słabo znam ten produkt dlatego robię to rzadko). Wraz z całą rodzinką zaprzęgaliśmy swoje umysły by wymyślić potrawy które mogły by zastąpić niezdrowe przekąski . Moja mama robi miodowe ciasteczka jak wyciągnę od niej przepis na pewno go tu opublikuję. Natomiast ja znalazłam przepis na płatki śniadaniowe:

Przepis :

3/4 szkl. mąki  razowej
1 łyżka kakao (ja zastąpiłam ją łyżką  karobu- smakuje jak słodkie kakao ale jest zdrowsze)
1 łyżka jogurtu naturalnego
1 białko
1 łyżka miodu

Wszystkie składnika zagniatam w gładką masę, potem dzielę masę na części wałkuję w wałeczki i kroję na małe kawałki (oczywiście można kulać kuleczki,ale dla mnie zajmuje to zbyt dużo czasu). Piekę przez 15 minut w piekarniku.
                                                                            zdjęcie

....jako słodką przekąskę robię batoniki musli

Przepis :

1 puszka mleka skondensowanego
1 łyżka miodu
2,5 szkl. musli
1 szkl. bakali (słonecznika,migdałów,pestek dyni,rodzynki,suszoną żurawinę)

Mleko+ miód podgrzewam w garnuszku do roztopienia miodu. Bakalie kroję i mieszam z musli dodaje mleko, mieszam by mleko otoczyło musli. Potem wykładam na blachę wyłożoną papierem. Piekę przez 20minut

 Jeśli mamy ochotę na coś słonego robię chipsy chlebowe (po prostu ucinam skórkę chleba przyprawiam, wałkuję, kroję na kawałki i zapiekam w opiekaczu) Są chrupiące i słone, a według mnie to najważniejsze.
Oczywiście nie jest to idealne rozwiązane, jednak na tą chwilę innego nie znalazłam.
Jestem otwarta na Wasze pomysły i podpowiedzi.
W kwestii soków  przerzuciliśmy się na własnej produkcji  kompoty słodzone stawią, natomiast zamiast herbaty piję z Kubusiem sok z cytryny z odrobiną miodu. W Tłusty Czwartek natomiast moja babcia zrobiła nam pampuchy czyli pączki na parze z bananem. 

                                                               zdjęcie i dobry przepis

Jak na razie dajemy radę choć Kubuś często szuka słodyczy. Wszystko co jest choć odrobinę słodkie pochłania w mgnieniu oka. Również przeszukuję torebki, moją i innych domowników w poszukiwaniu cukierków, jednak mam nadzieję że już niedługo się to ustabilizuje. Martwi mnie jedynie kwestia posiłków w przedszkolu tam niestety nie będę miała kontroli nad tym co mu dają, ale pożyjemy zobaczymy mam nadzieję że nie będzie tak źle.

środa, 19 lutego 2014

Przepraszam za taką długą przerwę



Powód mojej długiej nieobecności jest bardzo prosty wiele się teraz w moim życiu  dzieje.
Po pierwsze
Jeśli chodzi o Kubusia po licznych wizytach u lekarza definitywnie zdiagnozowano u niego AUTYZM ATYPOWY. Na początku myślałam że to koniec, byłam załamana. Dopiero po przeczytaniu wielu książek, artykułów wiem że to nie jest aż tak źle. Dzięki odpowiedniej terapii i diecie można zminimalizować skutki tej choroby. Aktualnie jesteśmy w trakcie zmiany sposobu żywienia . Wyklinowałam z diety Kubusia (również swojej) całej chemii i cukrów złożonych . Dzięki temu widzę już dużą zmianę w zachowaniu mojej małej żabki. Jest mniej agresywny, powoli więcej mówi.
Dodatkowo od 17 lutego Kubuś widuje się z terapeutką, cztery razy w tygodniu .
Również  dopiekłam sprawy związanej z orzeczeniem o niepełnosprawności. Kubuś uzyskał  pierwszą grupę, dzięki czemu otrzymałam świadczenie pielęgnacyjne na razie na rok. Przez co  w tym czasie nie muszę się martwić o środki do życia. Kolejną kwestią jest to że udało mi się załatwić kształcenie specjalne w Tczewskim przedszkolu specjalnym. Od 3 marca moja żabka wreszcie pójdzie do przedszkola. Nawet nie wiecie jak się cieszę z tego faktu.
Od 9:00 do 14:00 będę maiła chwilę odpoczynku przez co zregeneruję siły do dalszej walki.
Po drugie
Mam wrażenie że ciąży nade mną  klątwa pierwszych świąt. Chodzi o to że rozstałam się z M.
Po siedmiu latach związku wiem że nie jest on odpowiednim partnerem dla mnie i ludzie (szczególnie mężczyźni) się nie zmieniają. Po tym jak M znalazł pracę w ogóle mi nie pomagał w domu, po pracy wracał do domu, siadał przed komputerem i grał w durne gry. Nie bawił się w ogóle z Kubusiem, kiedy prosiłam go by się nim zajął nie zwracał na niego uwagi, przez co Kubuś bardziej porysował ściany. Różne rzeczy wymagające naprawy omijał szerokim łukiem, ciągle również szukał wymówki by ich nie naprawiać. Moja złość coraz bardziej rosła, bo poco mi takie „kalesony”. Bo facetem nie mogę go nazwać. Dopiero przed świętami przegiął pałę, zostawił mnie samą i chorą , i pojechał do domu do mamusi. W  tym roku sama robiłam wszystko, dla całej 6  osobowej rodziny. Przecież nie tylko robiłam potrawy na wigilijną kolację ale również  po trochę by każdy z członków rodziny mógł zabrać ze sobą do domu. Tylko dzięki odpowiedniemu planowaniu i organizacji wszystko poszło według planu i nie umarłam.
M zdecydował się wrócić dopiero 29 grudnia i uparł się że pojedziemy na cudownego sylwestra z Polsatem. Nie dość że wrócił po kilku głębszych to jeszcze nie interesowało go to że nie mamy kasy, ani gdzie się zatrzymać a ja na dodatek byłam chora. Tego było już za wiele, tego samego dnia go spakowałam i wyrzuciłam z domu. Od tego czasu się nie kontaktujemy.
Teraz niestety mam większe wymagania wobec partnera, a M ich nie spełniał.
Po trzecie
Od września kontynuuję naukę, tym razem w szkole wyższej. Z początku planowałam pójść na filologię japońską, jednak z powodu odległości uczelni muszę zrezygnować. Bardzo żałuję bo był by to wymarzony kierunek dla mnie. Po przesłaniu ksero mojego świadectwa itd. otrzymałam informację że dostała bym się nawet na dzienne jednak niestety na tą chwilę spasuję. Pomyślę o tym za kilka lat, bo na pewno nie rezygnuję całkowicie. Aktualnie znalazłam uczelnię wyższą w Tczewie. Kierunek który wybrałam  Zarządzanie i inżynieria produkcji specjalizacja Bezpieczeństwo i Higiena pracy. Oczywiście wiecie jak to działa.
Podsumowując ten niesamowicie długi wywód jest szansa na trochę lepsze życie w najbliższym czasie, chociaż nie chcę zapeszyć bo za rogu może „wyskoczyć przeciwnik którego tak łatwo nie pokonam” 

                                                                          zdj.
                 

poniedziałek, 4 listopada 2013

O tym co było kiedy mnie nie było….



…...Oj dużo się wydarzyło w ostatnim czasie,  chociaż niektóre sprawy pozostały bez zmian np. to że nadal jestem bezrobotna, także nadal użeram się z lekarzami, mopsem i pracodawcusoszustus.
 …..Jednak zacznijmy od początku…. Byłam z Kubusiem na badaniach słuchu i u laryngologa. W tej kwestii wszystko w porządku. Również co zapewne Was ucieszy pod koniec czerwca pożegnaliśmy się z pieluszkami, dziś Kubuś siusia sam do toalety, co prawda to „grubsze” jeszcze trafia do nocniczka jednak dla mnie jest to niesamowity progres. Także reasumując wizyta u urologa była zbędna.
 ……Kolejną kwestią była wizyta u psychiatry, jako pierwszą wizytę mieliśmy umówioną w Ośrodku Zdrowia Psychicznego Dzieci i Młodzieży w Gdańsku ( Nowym Port ul. Oliwska ) Tam pani psychiatra stwierdziła że ona nie może wydać opinii czy Kubuś jest dzieckiem autystycznym czy nie, bo jedynie ośrodek specjalistyczny ma takie uprawnienia.. Na szczęście mam taki głupi charakter że i tam się zarejestrowałam, wiecie tak w razie czego. Więc czwartego października byłam  z Kubusiem na kolejnej wizycie u psychiatry tym razem w Poradni dla Osób z Autyzmem Gdańsku (ul. Chopina 44 ). Jednak i tam nadal nie uzyskałam odpowiedzi na nurtujące mnie pytanie. Pani psychiatra stwierdziła jedynie że Kubuś powinien iść do przedszkola i umówiła nas na kolejną wizytę. Oczywiście poprosiłam ją by wystawiła mi zaświadczenie które będę mogła przedstawić w mopsie, ponieważ wcześniej odmawiali przyjęcia go do przedszkola. Z tym zaświadczeniem poszłam do mopsu ,po miesiącu błagania i płakania zgodzili się przyjąć go do przedszkola, pod warunkiem że najpierw postaram się o przydzielenie Kubusia do przedszkola specjalnego. W przedszkolu specjalnym pani dyrektor (złota kobieta, po prostu anioł) zgodziła się go przyjąć jeśli ośrodek Pedagogiczno –Psychologiczny wyda mi orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego. W/w ośrodku nie zgodzili się na wydanie tego orzeczenia, dopóki Poradnia dla Osób z Autyzmem nie zakończy diagnozowania., jedno jest dobre że pani dyrektor zarezerwowała dla nas miejsce. Kiedy powiadomiłam mops o zaistniałej sytuacji zgodzili się na to by Kubuś poszedł do przedszkola.
…..Dziś nastał ten piękny dzień i rano o ósmej, wraz z Kubusiem byliśmy w budynku przedszkola  przy ul. Kopernika 9. Pani przedszkolanka poinformowała mnie że skoro moja „żabka” jest diagnozowana pod kontem autyzmu i to jego pierwszy dzień mam go odebrać o godzinie 10.00. Kubuś kiedy wychodziłam był grzeczny bawił się z innymi dziećmi, nawet nie zauważył jak uciekłam. O wyznaczonej godzinie zjawiłam się po niego, pani przedszkolanka w drzwiach mnie poinformowała że go już tu nie chcą bo nie słucha i nie stosuje się do zasad panujących w przedszkolu, a jak się mu czegoś zakazuje to się denerwuje a wręcz staje się agresywny ( z tego co ja wiem po prostu kładzie się na podłodze, ale cóż skoro dla nich jest to agresja)  Wściekła wyszłam z przedszkola klnąc w duchu  na panie przedszkolanki, bo przecież jak tak można potraktować dziecko. Jednak cóż się dziwić skoro panie przedszkolanki wolą siedzieć na fejsie nie zajmując się dziećmi (ponad to w grupie naliczyłam ok. 30 dzieci na 2 przedszkolanki) Wściekła w domu utopiłam swoje smutki w nutelli , ale teraz już otarłam łezki i szukam informacji w jakich przypadkach oprócz autyzmu przydzielają przedszkole specjalne.W końcu muszę walczyć o lepsze jutro dla mojego synka.
…..Natomiast kolejną sprawą i nowością w moim życiu jest to że zdecydowaliśmy się z M zamieszkać razem. I tak od pierwszego sierpnia mieszkamy razem. Na początku września M dostał prace, więc finansowo jest lepiej. Powoli też przyzwyczajam się do dużego mężczyzny kręcącego się po moim mieszkanku, staram się nie wybuchać na widok podniesionej deski toaletowej lub brudnych skarpetek czy gaci które w swoim locie nie trafiły do kosza z praniem. Cały czas oboje uczymy się funkcjonować razem, w końcu tyle lat związku na odległość daje o sobie znać .

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Bo biegu, gotowi...START

05.06 godz.11:00 Logopeda 

 Podejrzenie o pewnym stopniu głuchoty, z powodu złego zachowania zalecana wizyta u psychologa oraz specjalistyczne badanie słuchu Bera. Dodatkowo lista zaleceń do stosowania od razu

10.06 godz. 8:00 Psycholog

 Stwierdzenie rozwoju dziecka na poziomie 2 latka, podejrzenie pewnych zachowań autystycznych. Zalecenie dla Kubusia wizyta w specjalistycznej Poradni dla Osób z Autyzmem u lekarza psychiatry. Dodatkowo skierowanie do dermatologa na badanie alergologiczne i urologa w celu wykluczenia wady ustroju  moczowego
Zalecenie dla mamy warsztaty szkoleniowe związane z wychowaniem dziecka, badanie słuch w celu sprawdzenia jego stanu  oraz praca nad wymową i tonem głosu.

Dodatkowo zalecana wizyta w Ośrodku Rehabilitacji Dziennej dla dzieci z zaburzeniami wieku rozwojowego celu ustalenia dalszych zaleceń i możliwości umieszczenia Kubusia w specjalistycznym przedszkolu.

Reasumując stoimy na starcie a czeka nas bardzo długi maraton w bieganiu po lekarzach i oczekiwaniu na wyniki badań. Okazuje się że to co mnie wcześniej spotkało to jedynie "kapuśniaczek" . Moja rodzina pomimo że mnie wspierają uważa mnie za winną tego jaki Kubuś jest. Stwierdzenie dnia: "Naważyłaś sobie piwa więc je teraz pij!"


czwartek, 16 maja 2013

Wolność słowa która uwalnia lawinę...

Jakiś czas temu przyjaciółka mojej mamy znalazła artykuł w gazecie o pewnym chłopcu chorym na autyzm.
Oczywiście nie omieszkała pokazać go mojej mamie, według niej ten chłopiec był bardzo podobny do Kuby, nie tylko z wyglądu ale i z zachowania. Po tym jak cała moja rodzina zgłębiła się w treść artykułu ruszyła ogromna lawina domysłów i porównań czy aby na pewno Kubuś jest dzieckiem autystycznym. Osobiście uważam że tak nie jest. Jednak dalej się o to martwię. Kiedy porównuję go do innych 3latków martwi mnie że tak mało mówi. Choć od pewnego czasu jest coraz bardzie komunikatywny, mówi coraz więcej, kiedy chce pić przynosi mi kubek i mówi "Pic", kiedy chce iść na spacer przynosi mi buty i mówi "Bucie". Już coraz więcej rozumie kiedy go proszę podnieś czapkę itp. potrafi ją mi podać, coraz częściej robi to o co go proszę. Piątego czerwca idę z nim do Poradni Psychologiczno- Pedagogiczne by rozwiać pozostałe wątpliwości. Natomiast jeśli chodzi o problem pieluszkowy to nadal  z tym walczymy nie jest łatwo. Pomimo tego widzę już światełko w tunelu, wiem że będzie dobrze.
Szkoda że w kwestii pracy już nie mogę tego powiedzieć, we wtorek byłam na rozmowie kwalifikacyjne w hurtowni bhp. Doznałam wielkiego szoku jak zobaczyłam moją "przyjaciółkę" ( chrzestną Kubusia, jak i główną sprawczynie Absurdalnej historii prawdziwej...) Ja nie wiem jak ona to robi że zawsze ma pracę. Miałam też cichą nadzieję że wstawi się za mną, ale w końcu "Nadzieja matką głupich". Tyle przez nią wycierpiałam, a ona pomimo to nie potrafiła nic dla mnie zrobić. Kiedy jeszcze się przyjaźniłyśmy potrafiłam dla niej góry przenosić,to właśnie przez nią zwątpiłam w wartość przyjaźni. Chyba tak naprawdę nie miałam przyjemności poznać prawdziwej przyjaźni.
Dla mnie prawdziwa przyjaźń istnieje tylko w bajkach.



niedziela, 12 maja 2013

Jak Ty sobie radzisz.....? Czyli odpowiedz na komentarz Niiedoskonalej.

Pod ostatnim postem Niiedoskonala zadała mi pytanie:

".... Jak Ty sobie radzisz z dzieckiem, egzaminami, życiem? Ja jestem w ciąży, początek, ale kompletnie się nie cieszę, nie czuję tego. Czy Ty od początku się cieszyłaś, wiedziałaś że sobie poradzisz...."

Długo myślałam jak odpowiedzieć Ci na te pytania. Nie jestem typem osoby która z uśmiechem na twarzy mówi: "Słoneczko będzie dobrze , dasz radę". Mam bardzo trudny charakter jestem z tych co walą z "liścia " w twarz i mówią "Weź się w garść". Dlatego dowiesz się ode mnie tylko prawdy...


"....Czy Ty od początku się cieszyłaś..."

Na samym początku tak cieszyłam się, po raz pierwszy w moim życiu myślałam że jestem szczęśliwa. Miałam dobrego partnera, mieszkanie i pracę. Na dodatek miałam urodzić dziecko....Jednak szybko przekonałam się jak bardzo sie myliłam. Od 15 tygodnia ciąży mój "dobry " partner zaczął mnie zostawiać samą w domu, podnosić na mnie  głos, okradać. Bardzo cierpiałam w tym czasie, często trafiałam do szpitala. W pewnym momencie już nie głaskałam brzuszka,po prostu starałam się przetrwać kolejny dzień. Był to dla mnie wielki stres . W 34 tygodniu z głupoty przyznał się że ma kochankę, jak później odkryłam miał dwie.Wyrzuciłam go z domu po wielkiej awanturze. Mirek ( bo tak ma na imię) potem włamał się na działkę mojego ojczyma i tam mieszkał aż do momentu kiedy się o tym dowiedziałam i sama go z stamtąd nie wyrzuciłam.

Urodziłam Kubusia w 37 tygodniu był naprawdę słaby i malutki  miał zaledwie 2,7 i 53 cm. Z tego też powodu przeleżałam w szpitalu 8 a nie 3 dni.

 "....wiedziałaś że sobie poradzisz..."

Zanim nie podano mi Kubusia nigdy nie miałam niemowlęcia na rękach. Zawsze uważałam i nadal uważam że jestem zbyt wielka aby nosić taką małą istotkę. Nie wiedziałam nic o dzieciach (jestem jedynaczką) Nie wiedziałam czy sobie poradzę. Dlatego przeczytałam sporo książek i obejrzałam wiele filmów instruktażowych by mieć choć wiedzę teoretyczną. Kiedy wróciłam z Kubusiem ze szpitala byłam całkowicie pozostawiona sama sobie. Moja mama i babcia choć mieszkają w tej samej miejscowości to w bardzo oddalonych jej częściach więc nie miałam pomocy na zawołanie. Pomimo wątpliwości i strachu które mi towarzyszyły musiałam sobie dać radę. Sama go kąpałam, sama do niego w nocy wstawałam itd. 

".... Jak Ty sobie radzisz z dzieckiem, egzaminami, życiem?..."

Jak sobie radzę wydaje mi się że źle. Cała moja rodzina uważa że jestem beznadziejną matką. Kwestionują moje zdanie, kiedy ja czegoś zabraniam Kubuś biegnie do prababci która mu ustępuje. Uważają że jestem dla niego nie czuła, myślą tak bo kiedy się przewróci  nie użalam się nad nim tylko mówię: Wstań nic Ci się nie stało. Każde spotkanie rodzinne zaczyna się od tematu: "Dlaczego Kubuś nie mówi?" " Może Kubuś ma autyzm" i tak w kółko.Trudno mi więc ocenić czy sobie radzę.
Natomiast jeśli chodzi o egzaminy i naukę, wiedza sama mi wchodzi do głowy już tak mam. Tak naprawdę gdybym miała taką szansę uczyła bym się do śmierci. Teraz muszę się jedynie zadowolić darmowymi kursami internetowymi.
A z życiem? Od 3 lat jestem bezrobotna , ledwo wiąże koniec z końcem, moja lodówka jest wiecznie pusta, często muszę sobie odmawiać podstawowych rzeczy. Już nie pamiętam kiedy kupiłam sobie nowy ciuch, kosmetyki zużywam po mojej mamie.
Abstrahując od tych spraw,żyję z ciągłym bólem muszę uważać na każdy krok, nawet ziewanie przy złym nienaprężeniu mięśni powoduje ból. Nie dźwigam, itd byle by nie trafić do szpitala bo kto wtedy zajął by się Kubą?

Mam nadzieję że moje odpowiedzi chociaż w minimalnym stopniu zaspokoiły Twoją ciekawość. Na koniec chcę Ci jedno powiedzieć: Weź się k**** w garść! Masz rodzinę, przyjaciół i pracę czego chcieć więcej? Dlatego nie opuszczaj gardy i walcz!"


sobota, 9 marca 2013

Magiczna różdżka nie zadziałała

Myślałam że jak dostanę dyplom moje życie się zmieni. Znajdę pracę i dzięki temu osiągnę transgeniczną jedność ze wszechświatem czyli po prostu osiągnę zasrany spokój.  Jeden z wykładowców obiecał mi że jeżeli zdam egzamin (a miałam najwyższy wynik ze wszystkich osób które zdały- było ich zaledwie 11 na 30), zadeklaruje że mnie zatrudni po ukończeniu kursu na inspektora ppoż który zostanie mi przydzielony z pup jeśli znajdę pracodawce który mnie zatrudni minimum na 3 miesiące po ukończeniu kursu . Wiem to bardzo zawiłe ale prościej wyjaśnić się niestety nie da. Jednak nie dotrzymał słowa, wręcz mnie oskubał. Pożyczyłam mu swoje ulotki i materiały które zdobyłam . Do tej pory ich nie odzyskałam.
Natomiast inni pracodawcy nie odpowiadają na moją kandydaturę.
Kubuś śpi w swoim łóżeczko, mówi trochę więcej ale strasznie broi. Zaczął bić także obcych, ostatnio nawet gryzie. Wczoraj moja sąsiadka wpadła do mnie na kawę, wtedy Kubuś rzucił się na nią zaczął ją gryźć, bić i rzucał w nią zabawkami. Broniłam jej, zwracałam mu uwagę ale nie chciał słuchać wręcz to go bardziej motywowało do działania. Poskutkowało to tym że sąsiadka dosłownie uciekła. Zrobiło mi się bardzo przykro. Nie dość wstyd mi wychodzić gdzieś z nim bo strasznie broi, to teraz nikt już nawet mnie odwiedzić nie może. Przez to wszystko staję się coraz większym odludkiem. Każdy dzień staje się coraz większą i coraz cięższą walką nie tylko o zapłacenie rachunków, czy kupienie jedzenia ale teraz to dla mnie walka o utrzymanie zdrowia psychicznego.

środa, 6 lutego 2013

Super ninu rzucam Ci wyzwnie... Dzień 1

Cały wczorajszy dzień myślałam o swojej sytuacji, o tym że nadal nie mam pracy i jak ciężko mi żyć. Dziś jednak postanowiłam skończyć z umartwianiem się. Jako pierwszy problem na "tapetę" wzięłam problem z Kubą, tym że nie śpi w swoim łóżeczku, że nie mówi i że nie korzysta z nocniczka. Jak każda prawdziwa kobieta najpierw posprzątałam mieszkanie, zmieniłam Kubulkowi pościel w łóżeczku na taką bardziej dorosłą z ciuchciami ( którą uszyłam  sama) i powiedziałam że od dziś będzie spał w swoim łóżeczku.  Ustaliłam również plan dnia zapisałam go na kartce i przykleiłam na lodówce. Pomyślałam że skoro według super niani to działa u mnie też powinno zdać egzamin. I tak po kąpieli położyłam Kubusia w swoim łóżeczku i zaczęłam czytać mu bajkę. Oj mówię Wam było ciężko, Kubuś się wiercił i chciał uciekać. O mało nie padłam ze śmiechu, kiedy zrozumiał że będę go odkładać do skutku położył się tyłem do mnie i udawał że chrapie. Dobrze że zorientowałam się że ściemnia i nie wstałam aż do momentu kiedy naprawdę zasnął. Podsumowując otwieram "Wyzwanie SUPER NIANIA"  będę się starała relacjonować Wam moje postępy w tej kwestii. Jaka na razie pierwszy dzień uważam za zakończony sukcesem
Kolejną sprawą jaką postanowiłam się zająć jest moje podejście do znalezienia pracy. Tak naprawdę ostatnio wszystko co robiłam było uwarunkowane tym czy jakiś pracodawca odpowie na moją ofertę. Jak nikt nie odpowiadał miałam skopany dzień, ba a nawet tydzień. Ostatnio nawet nie chciałam szyć dla siebie ubrań bo myślałam po co?! i tak nigdzie nie wychodzę. Teraz postanowiłam co ma być to będzie,i wtedy zadzwonił telefon jutro mam rozmowę kwalifikacyjną. Więc trzymajcie kciuki! Jeśli się nie uda trudno, będę szukać dalej,ale już bez takiego dołowania się i zamartwiania.

sobota, 26 stycznia 2013

Bo wkońcu my jesteśmy dla mopsu nie mops dla nas..

W piątek musiałam pójść do mopsu w celu odbioru decyzji o przyznaniu mi zasiłku. Dzień wcześniej zadzwoniłam do mojej pracowniczki socjalnej, aby się spytać czy mogła bym skorzystać z pomocy psychologa. Podczas tej rozmowy zostałam poinformowana że nie może mnie umówić telefonicznie, ponieważ musi sprawdzić terminy w których ów psycholog przyjmuje interesantów i kazała mi przyjść pod koniec jej dyżuru by się umówić. Stwierdziłam że oczywiście się zjawię mając malutką nadzieję że nie będę musiała czekać na decyzję. Już wyjaśniam koniec dyżuru socjalnej jest o godzinie 10.00 a odbiór decyzji o 12.00. Jak zwykle byłam punktualnie, natomiast na miejscu dowiedziałam się że ów psycholog w tym miesiącu nie ma czasu, interesantów mopsu będzie przyjmował dopiero w marcu, dlatego mam znowu przyjść w połowie lutego. Byłam zła, ale cóż mogłam zrobić- trudno przyjdę znowu. Wtedy spytałam czy jest moja decyzja i czy mogę ją odebrać teraz, z powodu ma mój stan zdrowia nie mogę przecież ani długo stać ani siedzieć. I ta prośba została puszczona mimo uszu. Ja nigdy się nie poddaję więc drążyłam dalej, i spytałam kiedy mam odbiór zasiłku- 6 lutego-znów mi ręce opadły (!)Prawie ze łzami w oczach powiedziałam że mam w tym miesiącu do zapłacenia gaz (195zł), na to odpowiedziała że mops nie musi pomagać w każdym miesiącu. Kurcze jest początek roku! No cóż jakoś dam radę. Znowu nie dałam za wygraną i spytałam czy mogę odebrać decyzję 6, oczywiście że nie bo decyzja musi się uprawomocnić (2 tygodnie trwa uprawomocnienie, w innym wypadku przepada) Byłam zła jak osa ale zdusiłam tą złość bo wiem że pracownik socjalny i nauczyciel mają to do siebie że trzeba im trzymać palec prosto w d*** bo inaczej może się mścić. Prawie płakałam z bólu, ale przeczekałam ten czas by móc odebrać to zasraną decyzję. Wychodząc z kartką w dłoni pomyślałam :"W końcu my jesteśmy dla mopsu nie mops dla nas"
A do psychologa muszę pójść z Kubusiem, ma już trzy latka a bardzo mało mówi. Jego repertuar to daj,nie,nie chce i to jeszcze "jak mu czapka leży" czyli bardzo rzadko. Na dodatek cały czas nie siusia do nocniczka. Już mam powyżej dziurek w nosie historii, dojrzałych mamusiek w stylu " jak moje maleństwo miało 6 miesięcy to już siusiało do nocniczka" Zawsze wtedy sobie w duchu myślę " jak ja będę w twoim wieku też będę wciskała ludziom taką ściemę". Trzymajcie kciuki za mnie bo ja powoli tracę nadzieję.

czwartek, 24 stycznia 2013

Długo mnie tu nie było...

Znowu złapał mnie ból kręgosłupa i to na tydzień przed egzaminami. Mam wrażenie jakby cały świat się sprzysiągł przeciwko mnie. Ale opowiem wszystko od początku. Po świętach przyjechał do mnie M,bardzo się za nim stęskniłam,nie widzieliśmy  się 4 miesiące. Sumiennie przygotowałam się do jego przyjazdu, szczególnie jeśli chodzi o zaplecze kulinarne. Zrobiłam więcej sałatki tradycyjnej,ryby po grecku i sernika, ale prawie nic nie wytrzymało i wyszło na na nóżkach. Zazwyczaj wiem jak postępować z jedzeniem by go nie marnować, ale uratowałam jednie rybę po grecku i powstał z niej paprykarz na sałatkę i sernik nie miałam pomysłu. Oprócz tej wpadki wszystko poszło według planu,Kuba był grzeczny,M mi pomagał i naprawił wszystkie rzeczy które tego wymagały. W dzień w który M wyjechał złapał mnie ból. Przez dwa dni znowu mnie mogłam w ogóle się ruszać, przez ten czas wypiłam tylko szklankę herbaty i zjadłam 1 kanapkę, przez to schudłam 6kg (chociaż akurat z tego się cieszę). Już Wam opowiadałam jak to ze mną jest jak łapie mnie taki ból.Na szczęście dałam radę dojść do siebie żeby pójść na egzamin, ale nie byłam przygotowana na tyle ile bym chciała. Marnie widzę wyniki, czuję że nie zdałam i przez to wieczorem płaczę w poduszkę. Boli mnie to że jestem tak beznadziejna bo nie mogę znaleźć pracy i nie zdam egzaminu. Moją jedyną radością jest Kubuś bo zaczął sam sprzątać zabawki. Powoli staje się coraz grzeczniejszy. Rady super niani się sprawdzają. Co jest najbardziej zastanawiające Kubulek jest grzeczny tylko przy mnie, jeśli prababcia jest w pobliżu zaczyna broić. Nie wiem z czego to wynika.

sobota, 22 grudnia 2012

O tym jak życie zmienia poglądy,i o nudzie w czasie gorączkowych przygotowań.

Jeszcze jak byłam w ciąży i dowiedziałam się że urodzę synka po wielkiej radości posmutniałam, bo zdałam sobie sprawę że nie będę miała możliwości szyć kokardek, sukieneczek, laleczek itp. Jednak życie zmienia poglądy. I tak dla mojego synka powstał króliczek typu tilda
Niestety Kuba go nie lubi,woli samochody :( Jednak  nie poddaję się i próbuję szyć dla niego dalej i tak powstała kamizelka i muszka specjalnie na wigilijną kolację.
Oj ciężko się ją szyło, jedynie z powodu ze Kubuś nie chciał jej mierzić. Dlatego jest trochę krzywa.
A wspominając o wigilii,  wszyscy szaleją w gorączkowych przygotowaniach a ja umieram z nudów.
Prezenty już zapakowane, mieszkanie i choinka ustrojona.Ubranie Kubusia jest  wyprane,wyprasowane i przygotowane.Moje ubranie również jest wyprane,wyprasowane ,nawet zdążyłam uszyć sobie spódnicę.
Wszytko to czeka na poniedziałek. Natomiast jeśli chodzi o potrawy wigilijne, już wszystko co mogłam już przygotować zrobiłam:
-obrana i starta marchewka,seler i pietruszka czekają w lodówce na niedzielę,
-pokrojona pora i szynka również czeka w lodówce(na sałatkę z uszkami),
-kapusta z grzybkami czeka wraz z ciastem francuskim by jutro stać się pasztecikami,
-orzeszki już czekają oskubane,i pokrojone na mniejsze kawałki( sałatka ryżowa)
Dziś tylko ugotuję warzywa,jajka i ryż, a jutro pokroję i połączę razem.Pozostałe produkty (oczywiście suche i puszkowane) ,miski i blaszki czekają na oknie. Tylko się zapakować i przewieść do babci.
W poniedziałek jeśli wszystko pójdzie według planu zdążę nawet pomalować paznokcie.A na koniec żuczę Wam Wesołych Świąt!





czwartek, 9 sierpnia 2012

Wakację pod gruszą ....dosłownie!

Z racji tego że nie stać mnie na wycieczki, kiedy jest ładna pogoda zabieram Kubusia na działkę mojego ojczyma. Tam Kubuś bawi się i oczywiście bardzo broi. Zrobiłam kilka fotek żeby zapamiętać te chwile
                                                     tu ustawiał domki z starych płytek

                                                  tu samochodziki miały błotną kąpiel

Po prostu uwielbiam moją żabkę jak tak się ślicznie bawi. Ponadto Kubuś lubi wszelkiego rodzaju robaczki ostatnio znalazł
                                         chrząszcza olbrzyma dostrzegacie go na zdjęciu powyżej


                                                    a oto i ten olbrzym w zbliżeniu.

czwartek, 21 czerwca 2012

poniedziałek, 7 maja 2012

Wspomnienia długiego weekendu

Kubuś świetnie się bawił podczas długiego weekendu. Mój synek miał okazję przejechać się kolejką turystyczną która jeździ po naszej miejscowości.
Do tego wata cukrowa,plac zabaw i bardzo dłuuugi spacer brzegiem Wisły. W następną niedzielę wybieramy się ponownie w to samo miejsce,tym razem z misją powieszenia kłódeczki z wyrytym "Mamusia kocha Kubusia" a z drugiej strony "Kubuś kocha mamusię" to będzie  taki mały prezent na dzień mamy.


Nie wiem jak to nazwać....rzeźbą?? Zakochane pary wieszają tam kłódki z grawerem, ma to symbolizować nierozerwalne więzi pomiędzy zakochanymi. A właśnie takie są relacje matki i synka.


środa, 18 kwietnia 2012

Brojkom wstęp wzbroniony....

O tym że mój syn jest bardzo wyjątkowy wiedziałam od zawsze,natomiast nie zdawałam sobie sprawę z tego jak bardzo. Ostatnio Kubuś nabrał bardzo dziwnej przypadłości,a mianowicie co rano zanim wstanę podkrada się do kuchni bierze krzesło podstawia pod lodówkę, wyciąga jajka lub jogurty. Jajkami rzuca a jogurty wyjada łapkami. Dlatego postanowiłam założyć zasuwkę na drzwi kuchenne. Nie wygląda to reprezentacyjnie ale chroni kuchnię i oczywiście Kubusia przed niebezpieczeństwami jakie w niej czekają.


wtorek, 21 lutego 2012

Sztuka pierwotna....w naszym domku

Mój mały Skarbek jest na etapie wzbogacania naszego skromnego mieszkania o nowe elementy dekoracyjne.
Już abstrahuję od zniszczonego DVD i  wieży, bardziej martwią mnie porysowane ściany. Chociaż i to nie jest problemem bo kiedyś znajdę tyle funduszy żeby kupić płyn do zmycia starej farby i kupno nowej farby, i oczywiście naiwnego [czyt. kochanego] łosia który pomoże mi odnowić mieszkanko. O ścianach w moim domu mogłabym napisać kolejny płaczliwy post w którym wyżaliła bym się jak Mirek odwalił fuszerkę bo bardziej interesowały go jego 2 kochanki. Cóż najważniejsze że to już za mną :-)


środa, 5 października 2011

Mechanik samochodowy

Jeszcze jeden samochodzik Kubulka i zdobędę umiejętności mechanika (lakiernika zresztą też)
Nowe zabawki wytrzymują najwyżej godzinę. Potem Kuba przynosi  je abym je naprawiła.
Już jestem w tym całkiem dobra,wiem które kołka trzeba wymienić a które można skleić klejem a które ciepłym plastikiem.